cross-postowane z: https://szmer.info/post/13248937
Czy tylko mnie tak wkurwiło, że państwo polska teraz będzie dorzucać 1,5 mld miesięcznie do użytkowania prywatnych samochodów? Niby czasem ktoś przyznaje, że np. miasta powinny być mniej sprzyjające ruchowi samochodów, spalanie paliw niszczy powietrze i klimat, a samochody zabijają ludzi i zwierzęta. Przecież za takie pieniądze można by zrewolucjonizować opieke zdrowotną lub transformację energentyczną.
Wysokie ceny paliw uderzają tez w biedniejszą część społeczeństwa, zwłaszcza na obszarach wykluczonych transportowo. Nie można wszystkiego oceniać przez pryzmat warszawskich rowerzystów.
Nic nie słyszałem, a warto by. Tyle, że uwzględniając pewien poziom zniuansowania tego zjawiska.
Ceny paliw mają chyba tendencję dość bezpośrednio przekładać się na ceny jedzenia, ze względu na to jak bardzo cała ekonomia jest uzależniona od transportu kołowego. Te pieniądze piwinny były być zainwestowane w energię odnawialną i szerzej w uniezależnianie nas od ropy, ale pewnie z 10 lat temu, żeby to miało efekt teraz. Obecnie lobby paliwowe i trzymani przez nich politycy może trzymać społeczeństwo w szachu; albo obniżki podatków/dotacje albo najuboższych nie będzie zaraz stać na jedzenie.
A tym czasem anarchiści i radlew powiedzą, że nie ma co głosować, bo budujący ścieżki rowerowe i fermy wiatrowe socjaldemokraci są nie dostatecznie radykalni społecznie… Wiadomo, im gorzej tym lepiej, dla budowania kapitału politycznego niszowych grupek.
Mam off-top pytanie propo wyborów jako anarchista
Dlaczego miałbym głosować? Albo inaczej: jak to ma działać, dlaczego i skąd pewność że to pomoże zmienić nasze życia na lepsze? (Na razie odstawmy na bok pytanie na kogo głosować i nieudolność pkw które może nie potrafi liczyć ale za to nie zna kodeksu wyborczego)
Pytam sie jako osoba która jest w obecnej chwili na “nie” jeśli chodzi o wybory ale zastanawia sie czy wybory mogą w jakikolwiek sposób sprawić że nasze życia mogą sie polepszyć. Jeżeli jest to możliwe to szkoda nie skorzystać z przydatnego (nawet w małym stopniu) narzędzia
Nie ma co głosować.
Ciekawe jest to, że już dziś na terenach wykluczonych komunikacyjnie przeważnie żyją ludzie w domach z dość sporymi ogrodami i łąkami. Nie byłoby żadnego problemu, żeby takie osoby mogły korzystać z aut elektrycznych zasilanych z paneli słonecznych. Już teraz wiele osób tak robi.
Problem jest że koszt takiego rozwiązania + magazyn to koło 50k pln. Do tego elektryk minimum 30k pln.
Oczywiście są dopłaty i tak dalej. Pewnie ze wszystkim w 50-60k pln szło by się zamknąć. Czy to dużo? Dla kogoś z Warszawy, Krakowa, Wrocławia raczej nie, ale dla kogoś z wykluczonej prowincji gdzie nie ma roboty, to pewnie tyle ile w rok zarobi jebiąc także w weekendy.
Jestem z Warszawy i przez większość życia 60k to widywałem tylko na rocznym zestawieniu przychodów i wydatków.
Za to od warunków życia na wsi często opadala mi kopara, szczególnie mając porównanie jak gnieżdżą się ludzie w tych “bogatych” miastach.
Ok. To może ja żyję w jakiejś bańce.
Żyłem na wiosce, znam ludzi z wiosek na wschodzie gdzie kompletnie nie ma perspektyw dla młodych.
Zawsze mi się wydawało że miasto mimo wszystko więcej oferuje takiej osobie. No ale koszty życia też poszły do góry przez ostanie lata. Sam parę wiosen temu skoczyłem studia, zamieszkałem w mieście i może faktycznie siedzę w bańce dobrze opłacanych “specjalistów” więc nie jestem na czasie.
No tak, cena paliwa wpływa na ceny wszystkiego, ale jednak nie aż tak jak na cenę paliwa… Bierzmy pod uwagę, że pieniądz wyraża wartość TYLKO relatywną względem innych dóbr. Jeśli paliwo drożeje 0 50proc, a żywność o 30proc to w istocie żywność potaniała…
Ej, może jestem słaby w matematykę (sorry, mam ciężki antykapitalizm), ale jeśli dobrze rozumiem, to w twoim scenariuszu jednakowoż zdrożała o 30%. Może nie relatywnie, ale względem mojej czy czyjejś tam płacy tak.
No tak, ale jeżeli wzrost cen ropy wpływa na ceny wszystkiego to również na koszty pracy, czyli płace. Jeśli o 30proc jak żywność, to cena żywności nie zmieniła, a paliwo podrożało. Chodzi mi o to, że równomierna inflacja budzi wielki emocje, a tak naprawdę nic nie zmienia (może oprócz oszczędności trzymanych w gotówce, ale to chyba rzadkie zjawisko). Trza patrzeć na relatywne ceny. Jeśli według moich zgrubnych szacunków w ciągu ostatnich 7 lat płace wzrosły powiedzmy o 100proc, żywność też o 100proc, a paliwo o 70proc, to tak naprawdę paliwo potaniało i to jest dopiero straszne, a nie słynna inflacja…
Ale co te teoretyczne rozważania tu wnoszą? Żywność drożeje szybciej niż rosną płace. Teraz paliwo poszło w górę w miesiąc o ile, 20%? Chcesz powiedzieć, że wypłaty też o tyle wzrosły? Albo że wzrosną jak ceny paliw pociągną za sobą ceny żywności?
Żywność dożeje szybciej niż płace? Na przestrzeni ostatnich 10 lat na pewno nie, bo jak w każdym bogacącym się społeczeństwie średni udział żywności w budżecie domowym systematycznie spada.
Masz rację. Niepotrzebnie ekstrapolowałem własne doświadczenia (gdzie w czasie inflacji covidowych żywność poszła o jakieś 30% do góry według BDL, a moje podwyżki wyniosły jakieś 5%). Ale w ujęciu ogólnym rzeczywiście te wartości rosną w przybliżeniu razem.
Energia odnawialna to bullshit. Jesteśmy w dobie największych inwestycji w nią, a emisje gazów cieplarnianych tylko rosną. System nam wpoił, że jest zielona, a najtęższe głowy międzynarodowych funduszy cisną narrację o potrzebie transformacji energetycznej. To jest przeciwna narracja do tego, że inwestycje w energię odnawialną tylko dokładają emisji, bo zwiększają popyt na energię.
Jak nie będzie brane na poważnie podejście ideologiczne dewzrostu, to socjaldemokraci mogą wybudować farmy solarne na całą polskę i nie zmieni to faktu takiego, że doprowadzi to do śmierci naszej i reszty ekosystemów(w dużym uproszczeniu).
Jasne, zgadzam się - potrzeba dewzrostu, idealnie też zmniejszenia populacji globalnie. Ale położone 20 lat temu panele dalej generują energię (spadek wydajności jest zresztą mniejszy niż zakładano) a w większości miejsc alternatywą byłoby przez te 20 lat spalać paliwa kopalne. Nie mam teraz czasu szukać statystyk, ale coś nie wierzę, emisje związane z tymi panelami byłyby większe niż parę lat alternatywy.
No a bez tej energii, szczególnie odciętej z dnia na dzień mówimy o śmierci minimum setek milionów, jeśli nie miliardów ludzi. W części świata populacja już maleje naturalnie, w innych spokojnie można by do tego ludzi przekonać, teżnawet podnosząc ich standard życia przy jednoczesnym zmniejszaniu eksploatacji ziemi i zmniejszeniu emisji. Tylko trzeba by usunąć z drogi kasty superbogatych i innych żerujących na biedzie pasożytów (typu wszelkie chrześcijańskie kulty śmierci walczące, żeby doprowadzić do faktycznego przeludnienia).
Narracje narracjami, powinny zostać w bajkach. Tutaj liczą się twarde dane. Najwięcej ropy jest spalanie aby przewozić ropę. Zmniejszenie popytu na paliwa wielokrotnie zmniejsza emisje.
Popyt indukowany przez tańszy prąd nie sprawi że będą budować nowe, już nie opłacalne elektrownie węglowe tylko dostawią więcej taniego OZE.
Dewzrost jest niewygodny, a nie wygoda jest nie atrakcyjna. Głosującego janusza nie przekonasz.
A emisje rosną nie dlatego, że jest zwiększana moc OZE, tylko dlatego, że zużycie energii zwiększa jeszcze szybciej i spalanie paliw kop. rośnie też… Samo zwiększanie mocy OZE oczywiście nic nie zmieni - oprócz tego trza radykalnie zmniejszyć zużycie zasobów. To jest podstawa założeń dewzrostu - za którymi jestem całym sercem (i pozostałymi wnętrznościami). Jeśli chodzi o dewzrost dla kogo mógłby być wygodny, jak działać itp., to wyszła właśnie pierwsza duża polska książka na ten temat - “de wzrost po polsku”. Zarzyło mi się nawet napisać do niej rozdział.
O, to wrzuć info do !biblioteka@szmer.info bo ja pierwsze słyszę!
Z drugiej strony przez ostatni tydzień słyszałem narzekanie na rosnące ceny paliw. Posłuchałbym chętnie o czymś innym, bo jako osoby nie mającej samochodu mnie to nie obchodzi.
Wkrótce się zdzwisz, że jednak obchodzi.






